środa, 18 lipca 2018

Rząd kończy pracę nad rewolucją w zasadach waloryzacji emerytur. Wiemy, jak będzie po zmianach

Jest nowy rządowy projekt
 waloryzacji emerytur od 2019 r. 
na której największe straty poniosą emeryci służb mundurowych w tym 
Służby Więziennej



 O wysokości podwyżki decydują dwa wskaźniki: inflacja w gospodarstwach emeryckich (czyli podwyżki cen towarów, które głównie kupują emeryci) i 20 proc. realnego wzrostu płac z roku poprzedzającego waloryzację.



Minister pracy Elżbieta Rafalska ujawniła właśnie, że według szacunków rządu inflacja emerycka wyniesie 2,6 proc., a realny wzrost wynagrodzeń – 3,3 proc. (20 proc. z tego daje 0,66 proc.). Po zsumowaniu obu wskaźników emeryci będą mogli więc liczyć na 3,26-procentową podwyżkę.
– Koszt waloryzacji w 2019 r. wyniesie ok. 6,86 mld zł – zapewnia Rafalska.
Już jednak wiadomo, że nie wszyscy dostaną jednakową podwyżkę o 3,26 proc. Rząd chce bowiem zmienić zasady waloryzacji. Po zmianie więcej mają zyskać osoby z najniższymi świadczeniami.
Dziś emeryci, renciści i osoby pobierające świadczenia przedemerytalne co roku mają waloryzację procentową. W rezultacie najbiedniejsi dostają podwyżkę niewielką, za to najbogatsi – całkiem sporą. Bo wiadomo, że 3 proc. podwyżki dla kogoś, kto ma 5 tys. zł emerytury, to kilkakrotnie więcej w złotówkach niż dla kogoś, kto ma 1,2 tys. zł.
Takie zasady powodują, że z każdym rokiem różnica między najbiedniejszymi a najbogatszymi się zwiększa. I rząd chce to zmienić. Jak?
Według naszych informacji najwięcej zwolenników w rządzie ma pomysł, aby waloryzować emerytury i renty wszystkim o tzw. poziom inflacji, a tylko tym najbiedniejszym o inflację i dodatkowo o realny wzrost płac.
Takie zasady nie spowodują, że rząd przeznaczy mniej pieniędzy na waloryzację i tym samym na emerytach zaoszczędzi. Pula nadal będzie taka sama, tylko inaczej dzielona, z korzyścią dla najbiedniejszych. Czyli najbiedniejsi zyskają więcej niż przypadające dziś na nich 20 proc. wzrostu płac.
Dziś najniższa emerytura to 1029,80 zł brutto. ZUS wypłaca je 222 tyś Polakom.
Ile by zyskali na zmianach emeryci z minimalnymi świadczeniami, gdyby wprowadzono wariant, że tylko oni mają podwyżki o wzrost płac i inflację? Łukasz Wacławik, specjalista od ubezpieczeń społecznych, zapewnia, że gdy płace wzrosną o 2,5 proc., Polacy z najniższą rentą i emeryturą z ZUS i KRUS mogliby dostać dodatkowe 70 zł brutto podwyżki. Przy 2-proc. wzroście – 55 zł, przy 1-proc. – 35 zł.
Waloryzacja po nowemu nie jest sprawiedliwa
Nie brakuje jednak przeciwników wspierania najbiedniejszych emerytów. Część pracodawców uważa, że nie powinni oni być specjalnie traktowani i dostawać większe podwyżki. Dlaczego? – W nowym systemie mamy zasadę, że każdy sam odkłada sobie składki na emeryturę w myśl zasady: dłużej pracujesz, masz więcej pieniędzy na starość. Jeśli więc ktoś krótko pracował i odłożył niewiele składek, dlaczego ma dostawać teraz większą podwyżkę? To niesprawiedliwe w stosunku do osób, które dłużej pracowały – mówi nam jeden z przedstawicieli pracodawców.
Jak się dowiadujemy, nowe zasady waloryzacji rząd ma ujawnić tuż przed wyborami samorządowymi. Liczy, że dzięki temu zyska większe poparcie przy urnach.

Razem z przyszłoroczną waloryzacją będzie też przeprowadzona inna zmiana. W jej wyniku część Polaków z najmniejszymi składkami straci prawo do emerytury.
Najniższa obecnie emerytura wypłacana przez ZUS wynosi 4 gr. Pobiera ją osoba, która miała odprowadzoną tylko jedną składkę. Zdarzają się też emerytury po kilka złotych. Koszt wypłat takich świadczeń jest często wyższy niż ich wartość. Dlatego Ministerstwo Pracy chce wypłacać emerytury tylko tym Polakom, którzy udowodnią przynajmniej 10 lat pracy. Ktoś, kto pracował np. 7 czy 8 lat, nie będzie dostawał co miesiąc świadczenia. ZUS zwróci mu jedynie wcześniej wpłacone składki.