Nasze emerytury będą niskie. Dzisiejsze 30-latki mogą dostawać na emeryturze zaledwie nawet 30 proc. ich obecnych zarobków. Świadczenia będą o połowę niższe, niż dostają obecni emeryci. Dlatego nie ma wyjścia – bez dodatkowych, prywatnych oszczędności przyszli emeryci staną się klientami pomocy społecznej.
I dlatego politycy od lat głowią się, jak podwyższyć świadczenia przyszłym emerytom. Wcześniej remedium miały być otwarte fundusze emerytalne, które od kilku lat są ograniczane, a w końcu mają zostać zlikwidowane. Ich miejsce mają zająć pracownicze plany kapitałowe, czyli specjalne konta prowadzone przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Pracownicy będą co miesiąc odkładać na nich kilka procent swojej pensji, a pracodawca i rząd dorzucą prawie drugie tyle.
Choć projekt ustawy nie został jeszcze oficjalnie zaprezentowany i nie trafił do konsultacji, to jego założenia są już po części znane.
PPK. Jak będziemy oszczędzać na emeryturę
Każdy pracownik będzie automatycznie zapisywany do programu, ale będzie mógł się z niego wypisać, składając odpowiednią dyspozycję. Ci, którzy się nie wypiszą, będą co miesiąc oddawali co najmniej 2 proc. swojej pensji (jeśli pracownik będzie chciał oszczędzać więcej, to może wpłacać maksymalnie 4 proc.). Kolejne 1,5 proc. (a maksymalnie 2 proc.) miesięcznie dorzuci pracodawca. Dodatkowo z budżetu na początek na zachętę dostaniemy po 250 zł, a później co roku po 240 zł.
Zgodnie z projektem dopłaty rządowe mają pochodzić ze środków Funduszu Pracy. Nie będą to zatem obciążenia bezpośrednio z budżetu państwa.
Nowe konta będą prowadzone wyłącznie przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Z reformy zostały bowiem wykluczone powszechne towarzystwa emerytalne (to one teraz prowadzą OFE) i towarzystwa ubezpieczeniowe. Maksymalna opłata za zarządzenie naszymi oszczędnościami to 0,6 proc. rocznie.
W co będą inwestowane nasze pieniądze?
To będą nasze prywatne oszczędności, inwestowane na zasadach rynkowych. A to oznacza, że nie przewidziano żadnych mechanizmów gwarantujących wysokość zgromadzonego kapitału.
Rządzący nie narzucają również konkretnych limitów inwestycyjnych, z wyjątkiem ograniczenia do 30 proc. aktywów lokowanych w papiery wartościowe denominowane w walutach obcych. Zgodnie z założeniem pomysłodawców fundusze będą dostosowywać politykę inwestycyjną do wieku oszczędzającego. To tzw. fundusze cyklu życia. Polega to na tym, że wraz z wiekiem coraz większa część naszych oszczędności będzie inwestowana bezpieczniej, czyli np. w papiery skarbowe, a mniej w akcje spółek notowanych na giełdzie.
Inne zalety? Oszczędności zgromadzone w PPK będzie można wykorzystać na cele mieszkaniowe, jako wkład własny. Wypłacone pieniądze będzie trzeba jednak zwrócić w ciągu 15 lat. W razie poważnego zachorowania pracownika, jego małżonka lub dzieci będzie można wypłacić do 25 proc. zgromadzonej kwoty.
Małe firmy bez dodatkowych składek
Program ma wystartować od początku przyszłego roku, obejmując najpierw pracowników największych firm. Później dołączą też średnie i małe przedsiębiorstwa. Nie wiadomo jednak, jak zostaną potraktowane najmniejsze firmy zatrudniające do 10 osób. Najprawdopodobniej przedsiębiorca będzie mógł za zgodą pracowników wypisać z programu swoją firmę. Jako pierwsza napisała o tej poprawce do ustawy „Rzeczpospolita”.
To firmy wybiorą TFI, w którym ich pracownicy będą odkładać dodatkową składkę. Z kolei pracownicy firm, których szefowie nie podejmą takiej decyzji, zostaną zapisani do państwowego funduszu prowadzonego przez Polski Fundusz Rozwoju.
Jak wynika z projektu, związki zawodowe działające w przedsiębiorstwie nie będą miały wpływu na wybór TFI.